Dziennik

DZIEŃ 1 - Relacja z przyjazdu dzieci polskich do Veghel, sobota 8 lipca 2017.

Dzisiaj jest wielki dzień! Po miesiącach przygotowań i zbiórki funduszy, autobus z Tychów (południe Polski) zawiózł dzieci na lotnisko, w Katowicach, skąd potem odleciały do Eindhoven. Po 1,5 godzinnym locie, dzieci powitali i odebrali Nancy van Zutven z firmy przewozowej Diamonds Expres oraz Johan Verhoeven. W autobusie wszyscy otrzymali kanapki i picie. W międzyczasie w centrum parafialnym rodiny goszczące polskie dzieci, szykowały się na ich przyjazd: parzono kawę, herbatę, rozlewano lemoniadę dla dzieci, zawieszono polską flagę. O 10.15 dzieci przyjechały do Veghel, gdzie zostały serdecznie powitane przez rodziny i organizatorów. Zrobiono też pamiątkowe zdjęcia i w końcu nadszedł czas, kiedy dzieci pojechały do domów gościnnych. To był dzień pełen wrażeń! Wszyscy byli podekscytowani, szczególnie dzieci, które jeszcze nigdy nie leciały samolotem, a teraz znalazły się na wakacjach w obcym kraju, mieszkają u obcych ludzi, nie rozumieją ani słowa! Ale wszystko będzie dobrze, dzięki goscinnosci rodzin, obecnosci wychowawczyni pani Lucyny, pomocy tłumaczy i wszystkich innych wolontariuszy. Życzymy dzieciom i ich rodzinom wspaniałych, udanych, pouczających i pełnych wrażeń wakacji!

 

DZIEŃ 2 - Relacja z mszy świętej, niedziela 9 lipca 2017.

 

Dzisiaj odbyła się pierwsza Msza swięta z udziałem polskich dzieci, goszczących je rodzin oraz innych wiernych. Ksiądz Smulders zaprosił na Mszę chór dziecięcy Motylki, który pieknym spiewem wzbogacił nabożeństwo.Dodatkowo osoby wybrane z rodzin holenderskich oraz troje polskich dzieci przeczytały czytania, oczywiscie w obu językach.Po mszy wszyscy udali się do domów, aby zjesć obiad i przygotować się na dzień sportu.

Relacja z dnia gier i zabaw, niedziela 9 lipca 2017.

To był gorący i słoneczny dzień, pełen wielu wrażeń. Jakub świętował swoje urodziny, wszyscy zaśpiewali mu „Sto lat” po polsku i holendersku. Jakub skończył jedenaście lat, chociaż udało mu się wszystkich przekonać, że aż trzynaście. Wszystkie konkurencje zostały już przygotowane, więc można było uczestników podzielić na grupy. Cztery drużyny razem z kapitanami walczyły o puchar, starając zdobyć się w poszczególnych konkurencjach jak najwięcej ounktów. Zawodnicy startowali w takich dyscyplinach, jak: rzut ringo, przenoszenie tacy z kubkami napełnionymi wodą, wyciskanie wody z gąbki, przesuwanie dyskami drewnianymi do celu, nadmuchiwanie balonów aż do pęknnięcia. Dzieci bawiły się wspaniale, jednak najwięcej radosci dostarczyły im zabawy z wodą. W czasie przerwy Jakub poczęstował wszystkich słodyczami. Niektórzy przygotowali dla niego małą niespodziankę. Po przerwie odbyła się jeszcze zabawa z krzesłami, podczas której można było zdobyć ekstra punkty. Po zakończeniu konkurencji dzieci mogły wreszcie zadzwonić do swoich domów rodzinnych. Nastepnie dzieci przebijały balony na cześć Jeanne Willemsen, było to także przygotowanie do wieczoru pożegnalnego. Każda rodzina musi przygotowac razem krotki program, aby zabawić grupę. Może to być taniec, piosenka, quiz, scenka itd. Do wyboru są różne tematy, np. Boże Narodzenie, karnawał, cyrk, olimpiada, Polska, Holandia, bajki, sport, muzyka. Jesteś my bardzo ciekawi, co z tego wyniknie. Podczas oczekiwania na wyniki rodzina Pasmans poczęstowała wszystkich lodami. Bardzo dziękujemy za ten orzeźwiający poczęstunek! O godzinie 17.00 zjedliśmy frytki z przekąskami holenderskimi., a później nadszedł czas na rozdanie nagród. Po ogłoszeniu wyników i wręczeniu nagród, wszyscy pojechali do swoich domów. Dziękujemy Jakubowi i rodzinie Vos/Donkers oraz Pasmans za poczęstunek, a Dagmarze za tłumaczenie w czasie dnia sportu. To był bardzo udany dzień!

 

DZIEŃ 3 - Brak wspólnych zajęć w programie.

 

DZIEŃ 4 – Wizyta u piekarza Bakker van Leur Noordkade, wtorek 11 lipca 2017, Veghel.

O 13.15 była zbiórka przy wejsciu do Jumbo Noordkade. Po kilku minutach oczekiwania na resztę dzieci, moglismy wejsć do srodka. W holu wszystko było już przygotowane: foremka z ciastem na tartę, upieczone dwie małe i jedna duża mufinka, ciasto na bułki.Dzieci rozpoczęły pracę od umycia rąk oraz otrzymały sok do picia. Instrukcje piekarza Joerie tłumaczyła pani Kasia. Najpierw dzieci zrobiły tartę z jabłkami: mus jabłkowy wkładały do gotowej foremki z ciastem, posypały to kruszonką i ulożyły na blaszce. Z kulki ciasta dzieci zrobiły małe bułeczki. Joeri pokazywał, jak trzeba było je ugniatać, aby otrzymać np. precla. Było to trudniejsze, niż niektórym siewydawało. Gotowe egzemplarze wylądowały w piekarniku, a dzieci mogly zająć się dekorowaniem muffinek. Akurat w tym dniu Kamil obchodził swoje urodziny. Dzieci zaspiewały mu Sto lat i złożyły życzenia. Kiedy bułeczki i tarty były już upieczone, dzieci zapakowały swoje wypieki do tekturowych pudełek i zabrały do domów. Dodatkowo dzieci zostały obdarowane lodami i slodyczami. Dziękujemy piekarni Van Leur i piekarzowi Joeri za goscinnosc i wspaniałe zajęcia!

 

DZIEŃ 5 - Relacja z zajęć Kreatechfabriek, Noordkade Veghel, środa 12 lipca 2017.

W deszczowe środowe popołudnie, polskie i holenderskie dzieci zebrały się w byłej fabryce Noordkade. Zapowiadało się ciekawie. Wolontariusze poprowadzili zajęcia z pracy i techniki. Po krótkim wstępie na temat bezpieczeństwa pracy z maszynami, tłumaczonym przez panią Monikę, dzieci mogły wybrać spośród 4 projektów. Do wyboru były: drewniana sowa, autko, łapacz snów z włóczki oraz płyta z własną kreacją (gwoździe i włóczka). Po wybraniu modelu zabawki, dzieci dostały potrzebne materiały (drewno, płyty) i zabraly się do pracy. Dzieci piłowały, cięły szlifowały, wbijały gwoździe i malowały. Wszyscy byli bardzo zaabsorbowani pracą. Jednak w pracach pomagali także i dorośli, ponieważ dzieci nie mogły same obsługiwać maszyn. Wszyscy bardzo dobrze stosowali się do zasad bezpieczeństwa pracy. W przerwie można było zjesc slodki batonik i wypić soczek. Podczas całych zajęć dzieci postępowały zgodnie z obowiązującymi zasadami. Rezultaty warsztatów były przepiękne! Te zajęcia były sponsorowane przez LanthopusX (Marko Schulten). Kreatech – dziękujemy serdecznie za super ciekawe warsztaty! Pozdrowienia od polskich i holenderskich dzieci!

 

DZIEŃ 6 - Relacja z wizyty w jednostce Straży Pożarnej w Veghel oraz gotowania w restauracji de Leygraaf, Heeswijk, czwartek 13 lipca 2017.

 

Wizyta u straży pożarnej w Veghel.

Na czwartek 13 lipca została zaplanowana wycieczka do straży pożarnej. O godzinie 11-tej rozpoczęloi się spotkanie dzieci ze strażakami. w strażnicy. Najpierw dzieci wysłuchały prezentacji na temat straży pożarnej w Holandii, obejrzały filmy instruujące, jak zachować się w przypadku pożaru, a następnie wozami strażackimi przejechały do fabryki czekoladek Marsa w Veghel. Tutaj również dowiedzialy się wielu ciekawych rzeczy o pracy strażaków, a na koniec spotkania otrzymały po ogromnej torbie ze słodyczami i upominkami. Po powrocie do strażnicy, dzieci zapoznały się z wyposażeniem wozów strażackich, sprzętem używanym w akcjach, założyły prawdziwe stroje strażackie i uczestniczyływ grach i zabawach przygotowanych przez strażaków. Po zakończonych zajęciach wszyscy zostali odwiezieni do restauracji de Leygraaf wozami strażackimi.

Wizyta w restauracji de Leygraaf.

Po serdecznym powitaniu dzieci wraz z opiekunami zostały poczętowane chrupiącymi frytkami, przekąskami mięsnymi i sokiem. Kiedy wszyscy już się najedli, nadeszła pora na działania praktyczne. Każde dziecko otrzymało kulkę kruchego ciasta, z którego musiało samodzielnie wykonać ciasteczka. A więc najpierw: wałkowanie ciasta, wykrawanie maleńkich ciasteczek, przenoszenie ich na blachę. Gotowe ciasteczka lądowały w wielkim piecu. Tego dnia dzieci upiekły dwa rodzaje ciasteczek – maślane oraz amerykańskie, z kawalkami czekolady w środku. Kiedy ciasteczka były już w piecu – dzieci miały możliwość zwiedzenia mini zoo i nakarmienia zwierząt. Po powrocie do restauracji, na dzieci czekała kolejna pyszna niespodzianka: lody dla ochłody! Te piękne chwile zostały uwiecznione na wielu wspólnych fotografiach. W podziękowaniu za bardzo ciekawe popołudnie, dzieci zaśpiewały w języku polskim piosenkę dla właścicielki i pracowników restauracji. Oczywiście, dzieci zabrały do swoich domów wykonane przez siebie ciasteczka.. Serdecznie dziękujemy wszystkim pracownikom restauracji De Leygraaf za ten wspaniały dzień, a paniom Basi i Monice za tlumaczenia podczas zajęć.

 

DZIEŃ 7 – wizyta na farmie krów mlecznych u rodziny Vos, Erp, - zwiedzanie wiatraka w Vorstenbosch, piątek 14 lipca 2017

Zwiedzanie gospodarstwa rodziny Donkers-Vos

O godz. 13:45 zebraliśmy się na farmie Williama i Marjolein na zwiedzanie obór z krowami. Zaczęliśmy od kawy i ciasta (dorośli) i lemoniady i ciasta dla dzieci.
Towarzyszył nam Jos (brat Wilhelma).
Najpierw byliśmy w oborze, gdzie zostaliśmy poczęstowani napojami. Tutaj były kilkutygodniowe cielęta. Zostały one podzielone wg wieku, od „młodych” do „starych”. Młode cielaki musiały nauczyć się leżeć na betonie twarzą do ściany a do jedzenia obrócić się i głowę przełożyć przez pręty, żeby móc jeść. Czasami leżą jeszcze na oborniku a muszą się tego oduczyć. Ponieważ leżą na nim wysuszone odchody zostają na skórze i na ich ogonach, a farmer musi je zgolić, co robi raz na kilka miesięcy.
„Starsze” cielęta już o tym wiedzą. Leżenie i jedzenie odbywa się sprawnie.
Następnie byliśmy w wielkiej oborze, gdzie znajdują się krowy, które są dojone każdego dnia (2 razy dziennie).
Wow ... co za bestie.
Oh, krowa ma kolczyk w nosie. Po co?
Ta krowa jest trochę niegrzeczna. Rzuca trawę przez pręty ogrodzenia. Ta trawa zalega w zbiorniku gnojowicy. Jeśli inne krowy to zjedzą zachorują. Tak nie może być. Ta krowa musi się tego oduczyć. Na jej kolczyku wisi klapka. Jeśli krowa podniesie głowę do góry (żeby rzucić trawę) klapka uderza krowę w głowę i sprawia jej ból. W ten sposób farmer próbuje krowę oduczyć rzucania trawą.
Następnie wszyscy wyszliśmy na zewnątrz by dzieci mogły przejechać się traktorem. Cool ... razem z farmerem w kabinie ... ..Super ... .dobrze się bawili ... .wszyscy. W drodze powrotnej oczywiście używali klaksonu. Za jednym razem dłużej niż za drugim. ... co za hałas... ale ... dzieciom się to podobało!!!
Następnie jeszcze kubek świeżego mleka ze zbiornika chłodzącego. Niektóre dzieci nie chciały pić mleka bo nie lubią a inne chciały spróbować ... mmm ... pyszne i przyjemnie zimne.
Następnie szybko wsiadamy do samochodu bo jedziemy do ....

Zwiedzanie wiatraka w Vorstenbosch

Wizyta w wiatrak w Vorstenbosch.
Pan przewodnik już na nas czekał. Wszyscy weszliśmy do środka. Polskie dzieci usiadły przy stole a reszta gości zgromadziła się wokół niego. Pan przewodnik opowiedział mnóstwo rzeczy o młynie. I także o tym, że jego ojciec pracował w tym młynie.
Potem weszliśmy na górę, gdzie pan przewodnik opowiedział w jaki sposób ziarno i zboże mielono. Kiedy skrzydła wiatraka obracały się kamienie młyńskie obracały się i ocierały o siebie. Pomiędzy te żarna wpadało ziarno i zboże. Ziarenka robiły się coraz mniejsze i zamieniały w mąkę, którą można było wymieszać z innymi składnikami i np. upiec chleb.
Następnie mogliśmy wyjść na zewnątrz, ponieważ pan przewodnik chciał pokazać i obrócić skrzydła wiatraka. Następnie wszystkie polskie dzieci wspięły się na skrzydło wiatraka i tam zrobiono zdjęcie.
Następnie mogliśmy wejść dalej na górę. Do samego dachu młyna. Schody były coraz bardziej strome i mniejsze. Przede wszystkim polskie dzieci chciały zobaczyć wszystko i weszły na górę.
Na szczycie było otwarte okienko i dzieci mogły wyjrzeć na zewnątrz. Tak, tak, trzeba było pomachać.
Kiedy wszyscy byli z powrotem na dole polskie dzieci otrzymały broszurkę o młynie, arkusz do kolorowania i pocztówki.
Niektóre holenderskie dzieci tez dostały taką pamiątkę.
Wszyscy podziękowali panu przewodnikowi i każdy wrócił ze swoim opiekunem do domu.
To było miłe i ciekawe popołudnie.
Podziękowania dla wszystkich.

 

DZIEŃ 8 - Weekend.

 

DZIEŃ 9 - Weekend.

 

DZIEŃ 10 - Zajęcia integracyjne w rodzinach.

 

DZIEŃ 11 - Relacja z wizyty w kręgielni Bowlingcentrum Veghel (Blauwe Kei) i Swopshop, wtorek 18 lipca 2017.

Dziś, po czterech dniach spędzonych z rodzinami goszczącymi dzieci, dzieci spotkały się ponownie. W programie była gra w kręgle wspólnie z dziećmi holenderskimi. Wszyscy gracze byli bardzo entuzjastyczni i każdy chciał wygrać. Największa wrzawa była kiedy udało się zbić wszystkie kręgle jednocześnie. Były także śpiewy i poczęstunek ponieważ Karolina i pani Marianne obchodziły urodziny. Karolina częstowała soesjes z bita śmietaną (takie małe polskie ptysie) i słodyczami. W międzyczasie rodzice goszczący polskie dzieci mogli porozmawiać. Każdego poczęstowano napojami. A na sam koniec każde polskie dziecko dostało prezent niespodziankę. A dla Jose z kręgielni zaśpiewano…. Sto lat, Sto lat…..

Z kręgielni wszyscy razem pojechali do Swopshop czyli sklepu/wypożyczalni zabawek. Kiedy ktoś ma zabawki, którymi już się nie chce bawić może je tu oddać. Za zabawki dostaje się żetony, ktore można wymienić na inne zabawki. Dzieciom się tu bardzo podobało i bardzo zadowolone wróciły do swoich domów.

DZIEŃ 12 - Zajęcia indywidualne w rodzinach.

 

DZIEŃ 13 - Relacja z wycieczki rodzinnej do wesołego miasteczka Toverland, czwartek, 20 lipca 2017.

Dziś rano, o godz. 8:45 zebraliśmy się wszyscy, rodziny holenderskie, dzieci i zarząd stowarzyszenia przy budynku parafii, gdzie czekał na nas autobus, żeby zabrać nas do Toverlandu. Toverland jest zawsze jednym z najważniejszych wydarzeń w czasie wakacji i również największym wydatkiem. W tym roku mieliśmy szczęście, ponieważ wyjazd i wstęp był sponsorowany. Transport przez firmę Diamonds Express - Johan & Nancy van Zutven i wejście przez firmę HOBIJ.

Dlatego zabraliśmy ze sobą kamerzystę Timo z firmy Twinning Media, aby ten wielki dzień zarejestrować dla HOBIJ. Nasza grupa była łatwo rozpoznawalna w parku, bo polskie dzieci i opiekunowie mieli na sobie T-shirt z napisem Veghel Ontvangt Kinderen (Veghel Gosci Dzieci) a reszta grupy jak najwięcej koszulek firmy HOBIJ.

O godzinie 9:00 wyjechaliśmy, zapowiadał się deszczowy dzień z burzami, ale to nie była prawda! To był słoneczny dzień z idealną temperaturą. Prawdopodobnie wiele innych osób przełożyło swoją wizytę do Toverlandu właśnie ze względu na pogodę i dlatego w parku atrakcji było bardzo spokojnie. Idealne dla naszej grupy ponieważ nie trzeba było stać w długiej kolejce do atrakcji i te ulubioną można było od razu ponownie przeżyć. Poczuć się niedobrze; przezwyciężyć lęk wysokości w trakcie wspinaczki; poczuć ciężar własnego ciała opadając w dół z drzewa-wieży; zjeżdżać szybką kolejką Troy; zmoczyć się w rzece Djengu; znowu poczuć się niedobrze w Dwervelwind. Niewiele czasu poświęcić na lunch; zabawić się ze swoimi przyjaciółmi; uratować przewodniczącego od zderzenia z latarnią, co spowodowało, ze prawie posikaliśmy się ze śmiechu .... dzielić się doświadczeniami z innymi opiekunami i nagle zorientować się, że dzień już się kończy. O godz. 16.45 spotkaliśmy się w umówionym miejscu zbiórki. Wkrótce byliśmy w komplecie i wyruszyliśmy do domu, zaraz po odśpiewaniu przez polskie dzieci piosenki-podziękowania do kamery. Zmęczeni ale zadowoleni niektórzy spali w autobusie.

W imieniu zarządu, rodzin goszczących polskie dzieci a zwłaszcza polskich dzieci i ich opiekunów, dziękujemy szczególnie rodzinie van Zutven; firmom HOBIJ i Twinning Media, za wkład i umożliwienie organizacji tego dnia. To było absolutnie wspaniałe!

Kliknij tutaj impreza wideo

 

DZIEŃ 14 - Zajęcia dowolne.

 

DZIEŃ 15 Relacja z mszy świętej oraz wieczoru pożegnalnego, sobota 22 lipca 2017.

Zbliża się koniec wakacji. Albumy ze zdjęciami są prawie gotowe, walizki spakowane. Byliśmy wszyscy na mszy świętej, do której mogliśmy przygotować oprawę muzyczną. Polskie i holenderskie dzieci odczytały przygotowane teksty. Eline Pasmans zagrała przepięknie na flecie poprzecznym. Wierni w kościele w skupieniu słuchali muzyki, ktoś powiedział: „mam ochotę oklaskiwać ten występ….” Szczerze mówiąc tez mieliśmy ochotę to zrobić…. ale nie można było zakłócać mszy. Dzięki współpracy z członkami chóru Motylki i dziećmi z naszej grupy mogliśmy tę oprawę muzyczną dobrze przygotować. Oklaski na koniec mszy były gorące i zasłużone i oczywiście były one tez dla Eline.

Po mszy pojechaliśmy do rodziny Verbeek na naszą imprezę pożegnalną. W sobotę rano zarząd przygotował już wszystkie potrzebne rzeczy. Dostawca napojów Henk Kanters przyjechał i był także DJ. DJ przygotował tez specjalne oświetlenie. Wieczór zaczęliśmy kawą, herbatą, lemoniadą i czymś słodkim. Później na scenie występowały rodziny goszczące polskie dzieci. Dali oni z siebie wszystko żeby pokazać coś fajnego związanego z tematem, który wcześniej wylosowali. Największe wrażenie zrobił występ cyrkowy rodziny Pasmans – sztuczka z piłą. Dzieciaki zamilkły i nie bardzo rozumiały jak to możliwe. Inne tematy to: muzyka; igrzyska olimpijskie; karnawał; święta bożego narodzenia; Holandia; bajki; jedzenie/picie. Później oglądaliśmy występ taneczny Kyry i Isabelli i sola Anouschki, które wypełniły program wieczorny.

Następnie zakończyliśmy występy śpiewaniem dla Ronny Jonkersa, który następnego dnia miał urodziny… i chociaż nie było jeszcze 12 godziny w nocy, wszyscy byli w dobrym humorze, który miał się zmienić w momencie pożegnania z polskimi dziećmi.

Po części oficjalnej zabawa trwała dalej a potem wszyscy rozeszli się do domów.

 

DZIEŃ 16 - Wyjazd dzieci do Katowic, niedziela 23 lipca 2017.

Po udanym wieczorze pożegnalnym dziś nadszedł dzień wyjazdu. Dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Pożegnanie było szybkie ale pełne emocji. A nawet bardzo szybkie i mocne

i dzieci mogły wyjechać na lotnisko w Eindhoven 20 minut wcześniej niż planowano. Były łzy ale nie takie obfite jak to bywało poprzednimi razy. Po pożegnaniu poszliśmy do parafii… i to spotkanie było krótkie i emocjonalne.

Niestety nikt z zarządu nie mógł pojechać do Eindhoven ale Johan van Zutven na szczęście mógł, ku radości pani Lucyny. Pomoc przydała się przy odprawie na lotnisku.

Właśnie wtedy kiedy…. dzieci dostały od pani Lucyny swoje dowody/paszporty do ręki do dalszej kontroli. Jednak jedno dziecko zgubiło swój dokument. Wszyscy szukali dokumentu…. i co się okazało? Dziecko nie chcąc zgubić dokumentu włożyło go do kieszonki w walizce, ale walizkę już odprawiono i była w drodze do samolotu! Szczęście w nieszczęściu samolot miał opóźnienie. W rezultacie grupa odleciała 2 i pól godziny później niż planowano. I chociaż możemy śledzić lot samolotu to wiadomość, ze dzieci szczęśliwie dotarły do domu przynosi ulgę. Ale i tu też był problem bo telefon pani Lucyny zepsuł się. Od TPD dowiedzieliśmy się, ze wszyscy do Polski powrócili.

Teraz czas na odpoczynek, podsumowanie i zaczynamy od nowa.